Menu główne:
Ryby
Śpośród pstrągowych łowisk pokochałem ponad inne potoki i leśne rzeki. Oprócz śpiewu ptaków i zwierzęcych szmerów w zaroślach, dzika woda żyje i tętni swoim rytmem. Nad jej brzegami częściej spotykam ślady rapet dzika niźli ludzkiego buta. W takim otoczeniu złowienie ryby schodzi na plan drugi, najbardziej liczą się wrażenia z przebywania wśród Przyrody. Zachęcam Was do takiego ptrągowania.
Wielu pstrągarzy trzyma się dużych rzek, jak San, Dunajec, Bóbr, Pilica i pomorskie. Ja unikam tak dużych łowisk, odwiedzanych przez gromady wędkarzy, bo intensywnie zarybiana woda rozleniwia mnie oraz zubaża moje wrażenia. Tu nie czuć pstrągowej przygody. By poznać jej smak i urodę, trzeba się samotnie pofatygować na łowiska odludne i dzikie, pełne wykrotów i kęp paproci - niewielkie strumienie i potoki śródleśne. Najlepsze będą te płynące przez wielkie lasy. Na zagubionym w lesie łowisku, pojedynek z rybą wędkarz zaczyna od chwili skradania się do jej stanowiska. Kto kogo przechytrzy? Czy ryba zdradzi swoją obecność czy też ja zdradzę swoją? Czy uderzy za pierwszym razem?
Co i jak w potoku...
Potokowe pstrągi mają się dobrze w potoku, ich życie przepełnione jest hierarchią - najlepsze kryjówki zajęte są przez największe pstrągi, mały ustępuje większemu. Niewielkie pstrągi tradycyjnie, żwawo skaczą do każdej dobrej przynęty, ale stare mądrale ani myślą podpłynąć do kiepsko prezentowanej. Nierzadko lekceważą wszystkie przynęty.
Doświadczone zazwyczaj siedzą w głębokich dziurach w brzegu, obrośniętym korzeniami drzew, pod pniami zwalonymi do wody w ubiegłym roku, lub pod warkoczami zielonych wodnych roślin. W leśnym łowisku nie brak kryjówek, ale myli się ten, który liczy na ładnego pstrąga zza każdego patyka wystającego z wody. Stare i upasione sześćdziesiątaki, to cwane sztuki i zajmują tylko najlepsze kryjówki. Są one niewidoczne, stabilne i dają schronienie przed wielką wodą wytrzymując jej napór.
Ten najlepszy
Nie ma dwóch identycznych potoków – stwierdzenie banalne, ale jakże zwięźle oddające trudne życie pstrągarza. W każdym łowisku różnie zachowujące się ryby trzeba inaczej łowić. Żeby wciąż zaliczać kropkowańce, warto sprawdzać każde obiecujące miejsce o różnej porze dnia, a w tym celu należy używać rozmaitych przynęt i technik ich prowadzenia. Nie ma więc jedynej i słusznej techniki łowienie pstrąga w leśnym potoku. Łowiska takie różnią się przede wszystkim szerokością, głębokością, rodzajem podłoża, które z kolei determinuje jego ukształtowanie. Zlewnia potoku decyduje o jego zasobności w wodę i jej czystości. Te wszystkie czynniki łącznie decydują o żyzności, czyli - upraszczając - albo żyjące tam pstrągi przybierają na wadze, albo są chudzinami ledwo nad wymiar.
Najlepsze wody to te ze zmiennymi warunkami nurtowymi. Są więc tam mniejsze i większe nurty, prądziki, płanie i rynny, metrowe dołki i połacie mielizn po kostki, zatoczki i wyrwy, prostki i liczne zakręty przegrodzone powalonymi drzewami, miejsca zacienione i prażone słonecznymi promieniami, a koryto zawalone jest pniami i konarami drzew. Istna dżungla, ale dla pstrągów to raj.
Taktyka
Nie można zniechęcać się mieliznami i długimi bezrybnymi prostkami. Trzeba iść dalej, do kolejnego dołka, powalonego drzewa lub do ostrego zakrętu. Przy nich są najpewniejsze stanowiska ryby, i najłatwiejsze do odszukania. Pstrąga zwykło się uważać za rybę pierwszego rzutu. I wiele w tym racji, bo mimo swojej żarłoczności i drapieżności, wynikającej nie tylko z głodu, ale także z silnego terytorializmu, ryba tylko w nielicznych przypadkach ponawia wyjście do przynęty. Stąd właśnie tak wielka rola dyskretnego podejścia i precyzyjnego podania przynęty. Gdy ryba kilkakrotnie potrąca prowadzoną przynętę, robi to zamkniętym pyskiem. Zachowanie takie ma cechy obrony terytorium. Wtedy warto zamienić wabik na większy o 3-4 cm i pracujący agresywniej; tak pobudzony pstrąg uzna to jako zagrożenia ze strony większego intruza i zaatakuje go paszczą.
Hałas wywołany przedzieraniem się przez gęste zarośla nie ułatwia złowienia ryby. Trzeba z wielometrowej odległości dokładnie obejrzeć miejsce do obłowienia. Najlepiej przemieszczać się trasą podobną do litery „W” – dochodzimy do wody, obserwujemy i typujemy miejsce, oddalamy się od wody na kilka metrów i cicho dochodzimy na wysokość upatrzonego stanowiska. Teraz w linii prostej skradamy się na stanowisko, tam nieruchomiejemy i łowimy. Sposób ten wydaje się najlepszy z możliwych. Pod żadnym pozorem nie wolno brodzić. W słoneczny dzień będziemy musieli poruszać się tym brzegiem, z którego nie rzucimy swojego cienia na wodę. Wprawdzie takich cieni na potoku nie brakuje, jednak są one nieruchome i pojawiają się zawsze o tej samej porze. Ryby je znają i traktują jako stały, niegroźny element otoczenia. Jeżeli i my znieruchomiejemy na widok pstrąga, nie spłoszymy go stojąc zaledwie 2 metry od niego. Wędrując wzdłuż brzegu pamiętajmy, że na ogół to pstrąg postrzega nas wcześniej.
Wędkarzy wciąż nurtuje temat kierunku poruszania się na łowisku – z prądem, czy też pod prąd. Prawda jest taka, że specyfika niektórych odcinków łowiska wymusi na wędkarzu stosowanie raz tej, a raz innej techniki. W wielu przypadkach, charakter łowiska i stanowisk ryb wymuszają nie tylko sposób poruszania się wędkarza, ale i rodzaj użytej przynęty.
Moja przynęta...
Nie ma pstrągarza, który by nie wierzył w skuteczność woblerów. I słusznie, bo są diabelnie skuteczne. Moimi ulubionymi modelami są polskie salmiaczki pływające i tonące: Hornet, Bullhead, Minnow, Executor. O precyzji rzutów i samopoczuciu wędkarza w wielkim stopniu decydują również te elementy zestawu: wędzisko, kołowrotek i żyłka. Należy je starannie dopasować do swojego łowiska, temperamentu i używanych przynęt. I oczywiście do wielkości łowionych ryb.
Proszę pamiętać, że pstrąg nie jest rybą uniwersalną, dlatego też i my nie powinniśmy używać uniwersalnego sprzętu. Tylko dobrej jakości zestaw ptsrągowy pozwoli cieszyć się potokową przygodą.